Po odrzuceniu Francji na rzecz USA, Australia może zostać bez okrętów podwodnych.

Zakład, który zaczyna wyglądać bardzo niepewnie

Cztery lata po tym, jak Canberra zaskoczyła Paryż, zrywając tzw. „kontrakt stulecia", Waszyngton po cichu zastanawia się, czy w ogóle jest w stanie dostarczyć obiecane okręty podwodne o napędzie jądrowym w ramach paktu AUKUS. Jeśli porozumienie się posypie, Australia ryzykuje najczarniejszy scenariusz: bez francuskich okrętów, bez amerykańskich i z wyraźną dziurą w systemie obronnym — w momencie, gdy napięcia w Indo-Pacyfiku gwałtownie rosną.

Jak w jeden dzień upadł kontrakt z Francją

W 2016 roku plan wydawał się zarówno jasny, jak i ambitny. Australia wybrała francuski Naval Group do budowy floty 12 okrętów podwodnych o napędzie konwencjonalnym, wywodzących się z klasy Suffren, z planowanymi dostawami od około 2030 roku.

Wartość kontraktu szacowano na około 56 miliardów euro — była to wielka umowa przemysłowa: transfer technologii, tworzenie lokalnych miejsc pracy w Australii i dziesięciolecia wsparcia technicznego. We Francji politycy i szefowie przemysłu obronnego ochrzcili go mianem „kontraktu stulecia".

Jednak w 2021 roku Canberra wykonała gwałtowny zwrot. Rząd postawił na okręty o napędzie jądrowym dostarczane przez Stany Zjednoczone, wywołując prawdziwy dyplomatyczny trzęsienie ziemi — w tym odwołanie ambasadora Francji, co było rzadkim i głośnym gestem protestu.

Australia porzuciła francuski kontrakt wart 56 miliardów euro, by zapewnić sobie nuklearne okręty podwodne od USA — i może skończyć bez niczego.

Zmianę kurs przedstawiono jako chłodną, pragmatyczną decyzję strategiczną. Okręty o napędzie jądrowym mogą przebywać pod wodą znacznie dłużej, poruszają się szybciej i operują na znacznie większych odległościach niż konwencjonalne jednostki dieslo-elektryczne. W regionie charakteryzującym się ogromnymi odległościami i rosnącą potęgą morską Chin, ta różnica ma ogromne znaczenie.

Co AUKUS miał dostarczyć Australii

Nowe ramy zostały osadzone w AUKUS — trójstronnym pakcie bezpieczeństwa łączącym Australię, Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone. Serce umowy stanowią okręty podwodne, podzielone na trzy etapy:

  • Faza 1: Okręty podwodne USA i Wielkiej Brytanii regularnie cumują w Australii, by rozwijać lokalne kompetencje i infrastrukturę.
  • Faza 2: USA sprzedają Australii co najmniej trzy i do pięciu atomowych okrętów podwodnych klasy Virginia, począwszy od lat 30. XXI wieku.
  • Faza 3: Wielka Brytania i Australia wspólnie projektują i budują nową klasę nuklearnych okrętów podwodnych, często określaną jako SSN-AUKUS.

Łączny koszt programu dla Australii na przestrzeni około 30 lat szacuje się na ok. 208 miliardów euro, wliczając budowę, bazy, szkolenia, nadzór nuklearny i długoterminowe utrzymanie.

Cel strategiczny jest jednoznaczny: wyposażyć Australię w możliwość operowania dyskretnych, dalekozasięgowych okrętów podwodnych na Oceanie Spokojnym i Indyjskim, utrudniając chińskie planowanie militarne i wzmacniając zachodnią obecność na spornych wodach.

Rzadziej dyskutowanym efektem ubocznym jest strukturalny wpływ na australijski przemysł: stocznie, łańcuchy dostaw, kwalifikacje techniczne i regulacje niezbędne do obsługi platform nuklearnych wymagają z góry ogromnych nakładów. Jeśli okręty nigdy nie dotrą, część tego wysiłku zamieni się w koszty utopione, których trudno będzie politycznie wytłumaczyć.

Okręty klasy Virginia i AUKUS: dlaczego USA zaczęły się wahać

Oficjalnie pakt AUKUS nadal obowiązuje. Jednak pod powierzchnią wewnętrzna polityka Ameryki i zimna arytmetyka militarna zaczynają stawiać poważne przeszkody.

Waszyngton sam boryka się z własnym kryzysem zdolności podwodnych. Marynarka wojenna USA potrzebuje więcej atomowych okrętów podwodnych — nie mniej — a stocznie mają trudności z produkcją jednostek klasy Virginia w tempie wystarczającym do zastępowania starzejących się okrętów i jednoczesnej rozbudowy floty.

Do tego dochodzi mroczniejszy horyzont strategiczny. Ryzyko kryzysu wokół Tajwanu jest dziś regularnie omawiane w waszyngtońskich kręgach obronnych. Gdyby Chiny spróbowały przejąć wyspę, USA potrzebowałyby każdego dostępnego atomowego okrętu podwodnego na zachodnim Pacyfiku.

Wpływowe głosy w USA ostrzegają, że przekazywanie deficytowych okrętów podwodnych za granicę w przededniu ewentualnego konfliktu z Chinami byłoby „szaleństwem".

Argument ten nabrał publicznego wyrazu w 2024 roku, gdy były wysoki urzędnik Pentagonu Elbridge Colby wyraził wątpliwości co do zasadności transferu cennych okrętów klasy Virginia do Australii. Sceptycyzm rośnie również w Kongresie.

Kongres kwestionuje opłacalność AUKUS

Na początku 2025 roku ustawodawcy w Waszyngtonie zaczęli otwarcie stawiać pytanie: czy realistyczne jest, by USA rezygnowały z okrętów podwodnych na rzecz Australii bez uszczerbku dla własnej zdolności bojowej?

Niektórzy twierdzili, że w razie eskalacji konfliktu o Tajwan potrzeby amerykańskie miałyby bezwzględne pierwszeństwo przed zobowiązaniami eksportowymi. Inni alarmowali, że AUKUS pochłania zbyt wiele zasobów, które mogłyby służyć wewnętrznym potrzebom obronnym.

Przesłanie dla Canberry było bezpośrednie: być może nierozsądne jest opieranie całego planowania obronnego na jednym nuklearnym „koszyku".

Amerykańscy ustawodawcy zasugerowali, że Australia powinna „rozwijać inne zdolności militarne" zamiast całkowicie uzależniać się od okrętów podwodnych w ramach AUKUS.

Te „inne zdolności" mogą obejmować rakiety dalekiego zasięgu i drony, środki cybernetyczne, zasoby kosmiczne oraz wzmocnienie potęgi lotniczej — systemy na ogół tańsze i szybsze we wdrożeniu niż flota atomowych okrętów podwodnych.

Równoległą konsekwencją polityczną jest presja na wiarygodność sojuszy: im dłużej utrzymuje się niepewność, tym bardziej partnerzy regionalni na nowo oceniają, co w praktyce oznacza gwarancja amerykańska — pod względem terminów, priorytetów i zdolności przemysłowych.

Koszmarny scenariusz dla Canberry

Gorzka ironia polega na tym, że wcześniejsze decyzje Australii radykalnie zawęziły jej pole manewru. Zrywając kontrakt z Francją w 2021 roku, Canberra spaliła mosty polityczne i porzuciła jedną ścieżkę — niedoskonałą, ale realną — do zbudowania konwencjonalnej floty.

Jeśli Waszyngton dojdzie do wniosku, że nie jest w stanie przekazać okrętów klasy Virginia, Australia może stanąć przed trzema niekomfortowymi scenariuszami:

Scenariusz Konsekwencje dla Australii
Pełna realizacja AUKUS Australia otrzymuje okręty od USA w latach 30., buduje nową klasę z Wielką Brytanią, ale płaci ogromną cenę finansową i polityczną.
Opóźnienie lub ograniczenie dostaw z USA Luka zdolności się przedłuża; rośnie zależność od okrętów sojuszniczych i prowizorycznych rozwiązań.
Odwołanie dostaw okrętów przez USA Bez kontraktu z Francją, bez okrętów z Ameryki — i z długotrwałą dziurą w obronie podwodnej.

Ponieważ budowa okrętów podwodnych trwa wiele lat — a szkolenie załóg jeszcze dłużej — każda poważna zmiana kursu teraz będzie odczuwalna przez całe dziesięciolecia. Australii grozi długi okres, w którym po prostu nie będzie dysponować dyskretnymi platformami do walki podwodnej, które stanowią fundament nowoczesnego odstraszania.

Dlaczego okręty podwodne są tak ważne w Indo-Pacyfiku

Okręty podwodne niemal idealnie wpisują się w australijską geografię. Kraj leży na styku kluczowych szlaków morskich łączących Zatokę Perską z Azją Północno-Wschodnią i przecinających Ocean Indyjski w kierunku Pacyfiku.

Nuklearne okręty podwodne klasy atakującej oferują wyraźne przewagi:

  • Mogą przebywać pod wodą przez miesiące, minimalizując ryzyko wykrycia.
  • Utrzymują wyższe prędkości niż okręty konwencjonalne przez długi czas.
  • Przenoszą potężne sensory i uzbrojenie, w tym rakiety manewrujące i torpedy.
  • Potrafią śledzić wrogie okręty, monitorować strategiczne cieśniny i zbierać dane wywiadowcze.

W ewentualnym konflikcie z udziałem Chin te zdolności pozwoliłyby śledzić chińskie grupy nawodne, zagrażać szlakom logistycznym i gromadzić informacje na spornych wodach. Bez nich Australia byłaby o wiele bardziej uzależniona od lotnictwa i okrętów nawodnych — zazwyczaj łatwiejszych do wykrycia i zniszczenia.

Słownik kluczowych pojęć

Debata wokół AUKUS jest pełna specjalistycznego żargonu. Trzy pojęcia pomagają zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi:

  • Napęd nuklearny a broń nuklearna: okręty AUKUS byłyby napędzane reaktorami jądrowymi, co zapewnia im zasięg i autonomię. Nie przewiduje się, by przenosiły głowice nuklearne.
  • SSN: skrót od „nuklearny okręt podwodny atakujący", przeznaczony głównie do polowania na okręty nawodne i inne jednostki podwodne oraz do odpalania konwencjonalnych rakiet.
  • Luka zdolności: okres, w którym stary sprzęt jest wycofywany lub staje się przestarzały, a jego następcy jeszcze nie są dostępni.

Dla Australii luka zdolności to nie abstrakcja. Obecne konwencjonalne okręty podwodne klasy Collins starzeją się i będą wymagać głębokiej modernizacji, by pozostać operacyjnymi w oczekiwaniu na harmonogram AUKUS przesunięty gdzieś w odległe lata 30. XXI wieku.

Co Australia może zrobić, jeśli plan AUKUS się zatnie

W Canberze planiści obronni już rozważają alternatywne opcje. Żadna nie jest doskonała, ale razem mogą ograniczyć ryzyko, gdyby USA wycofały się z dostaw przewidzianych w AUKUS.

Jedną z dróg jest dalsze inwestowanie w klasę Collins — ulepszanie sensorów, uzbrojenia i napędu, by wydłużyć operacyjną przydatność tych okrętów. To kupuje czas, ale nie rozwiązuje problemu na stałe.

Inną opcją jest przyspieszenie inwestycji w rakiety dalekiego zasięgu, w tym środki przeciwokrętowe i uderzenia naziemne odpalane z samolotów lub systemów lądowych. Zdolności te częściowo odtwarzają zasięg, który zapewniałyby okręty podwodne — bez ograniczeń właściwych dziedzinie nuklearnej.

Możliwa jest też intensyfikacja współpracy z regionalnymi partnerami: Japonią, Koreą Południową i Indiami. Wspólne patrole, ćwiczenia i głębsza wymiana wywiadowcza mogą częściowo zrekompensować brak nowej floty podwodnej.

Bardziej przełomowym scenariuszem byłoby wznowienie rozmów z partnerami z Europy lub Azji w celu pozyskania konwencjonalnych projektów okrętów podwodnych — godząc się na strategiczny krok w tył, od napędu nuklearnego do dieslo-elektrycznego, w zamian za potencjalnie krótsze terminy i większą przewidywalność dostaw. W niektórych kręgach omawiano też opcje pośrednie, jak tymczasowa dzierżawa sojuszniczych jednostek do celów szkoleniowych, choć zależy to od woli politycznej i dostępności operacyjnej.

Szersze ryzyko związane z transferem nuklearnych okrętów podwodnych

AUKUS już wzbudził obawy ekspertów ds. nieproliferacji. Transfer technologii napędu jądrowego — nawet na jednostki nieuzbrojone w głowice nuklearne — wystawia na próbę granice norm ugruntowanych w Traktacie o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT).

Gdyby USA się wycofały, wysłany sygnał mógłby być podwójny i sprzeczny. Z jednej strony mógłby uśmierzyć obawy dotyczące rozprzestrzeniania technologii jądrowej. Z drugiej — skłonić niektóre państwa regionu do rozważania własnych ścieżek nuklearnych, jeśli stracą zaufanie do amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa.

Istnieje też konkretne, praktyczne ryzyko dla samej Australii: ponoszenie politycznych, środowiskowych i bezpieczeństwowych kosztów przygotowania do obsługi okrętów o napędzie jądrowym — bez ich faktycznego otrzymania. Infrastruktura, szkolenia i regulacje wymagają wysokich nakładów z góry, a ich część stałaby się bezzwrotna, gdyby sprzęt nigdy nie dotarł.

Na razie AUKUS oficjalnie pozostaje „na właściwym kursie". Jednak połączenie przemysłowych ograniczeń USA, napięć wokół Tajwanu i zmieniających się priorytetów stawia Canberrę przed bardzo niekomfortową perspektywą: po powiedzeniu „nie" Francji i „tak" Ameryce, Australia może wejść w lata 30. XXI wieku bez żadnych nowych okrętów podwodnych — w ogóle.

Przewijanie do góry