Naturalny makijaż na co dzień — moje podejście
Nie wychodzę z domu bez makijażu, ale nie oznacza to, że moja twarz jest mocno umalowana. Na co dzień stawiam na naturalny, subtelny look — cera ma wyglądać świeżo i zadbanie. Zależy mi przede wszystkim na tym, żeby nie używać dziesiątek produktów, lecz kilku sprawdzonych, na które mogę liczyć.
Jako mama żonglująca wieloma obowiązkami jednocześnie, potrzebuję rozwiązań szybkich, nieskomplikowanych i skutecznych. Czas to dla mnie prawdziwy luksus.
Odkrycie, które mnie zachwyciło
Jakiś czas temu przetestowałam krem CC Red Corrector marki Erborian — koreańskiego brandu z nurtu K-Beauty. I mogę wam powiedzieć jedno: jestem absolutnie zachwycona. Produkt istnieje już od jakiegoś czasu, ale niedawno przeszedł relansing i wrócił w odświeżonej odsłonie.
Tekstura, krycie i składniki aktywne
Tekstura i stopień krycia pozostały bez zmian. Nowością są projekt opakowania oraz formuła składników. Produkt zawiera teraz więcej właściwości pielęgnacyjnych — między innymi pantenol oraz 2% azjatyckiej rośliny leczniczej Centella Asiatica, zwanej też tygrysiową trawą.
Centella Asiatica nawilża skórę, łagodzi podrażnienia i ma działać przeciwko pierwszym oznakom starzenia. To składnik, który od lat cieszy się ogromnym uznaniem w azjatyckiej pielęgnacji skóry.
Ten krem tworzy idealnie równomierną cerę
Moja skóra ma tendencję do zaczerwienień. Dlatego po porannej pielęgnacji zawsze nakładam podkład. Ważne jest dla mnie, żeby dopasowywał się do kolorytu mojej skóry i łatwo się rozprowadzał. Powinien korygować niedoskonałości bez efektu maski i zostawiać równomierny, promienny finisz.
I właśnie to znalazłam. Krem CC Red Correct od Erborian spełnia wszystkie moje wymagania.
CC Red Correct Cream od Erborian
Zadaniem tego kremu jest neutralizowanie zaczerwienień, korygowanie niedoskonałości na wzór podkładu oraz pielęgnowanie i uspokajanie skóry. Brzmi idealnie — i w praktyce takie właśnie jest.
Moja recenzja — krok po kroku
Zielony? Tak, zielony! Wyciskam mały kleks kremu na grzbiet dłoni — jest jasnozielony. Następnie delikatnie wciernam go palcem okrężnymi ruchami. I proszę — tekstura przemienia się w beżowy odcień i dopasowuje do kolorytu mojej skóry.
To działa oczywiście nie tylko na dłoni, ale też na twarzy. Tekstura produktu jest przyjemnie lekka, doskonale się rozprowadza — niczym krem pielęgnacyjny — nie zostawia smug i komfortowo leży na skórze. Do tego delikatnie pachnie kwiatowo-cytrynowo.
Cera wygląda nieskazitelnie. Nie ma efektu maski — po prostu równomiernie, świeżo i naturalnie. Mimo lekkiego krycia, zaczerwienienia całkowicie znikają. Przez chwilę zastanawiam się, czy nałożyć jeszcze podkład — ostatecznie rezygnuję, bo ten look w zupełności mi odpowiada na co dzień.













