Wielka Brytania, ONZ i UE potępiają wyrok 20 lat więzienia dla Jimmy’ego Lai jako „monumentalną niesprawiedliwość”

Globalny wstrząs po ogłoszeniu wyroku

W zatłoczonej sali sądowej w Hongkongu 78-letni magnat medialny, wyraźnie osłabiony, dowiedział się, że prawdopodobnie nigdy więcej nie wyjdzie na wolność.

Jimmy Lai — brytyjski obywatel, wydawca i zagorzały krytyk Pekinu — został skazany na 20 lat więzienia na mocy hongkońskiej ustawy o bezpieczeństwie narodowym. Decyzja wywołała rzadko spotykaną, zbieżną falę oburzenia ze strony Wielkiej Brytanii, ONZ oraz Unii Europejskiej, które zgodnie twierdzą, że proces ujawnia postępujący kryzys podstawowych wolności w tym mieście.

Reakcja światowa na surowy wyrok

Werdykt uderzył jak dyplomatyczny grom. W ciągu kilku godzin Londyn, Bruksela i biuro praw człowieka Narodów Zjednoczonych opublikowały wyjątkowo stanowcze komunikaty, ostro krytykując zarówno samo postępowanie sądowe, jak i wymierzoną karę.

Zachodnie rządy określają 20-letni wyrok dla Jimmy'ego Lai mianem "monumentalnej niesprawiedliwości" i traktują go jako sprawdzian wiarygodności hongkońskiego wymiaru sprawiedliwości.

Brytyjska minister spraw zagranicznych Yvette Cooper nazwała postępowanie "politycznie motywowanym" i podkreśliła, że dla 78-letniego Lai wyrok ten jest w praktyce równoznaczny z dożywotnim pozbawieniem wolności. Wezwała władze Hongkongu do natychmiastowego zwolnienia go i umożliwienia powrotu do rodziny w Wielkiej Brytanii.

Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka Volker Türk oświadczył, że decyzja sądu jest sprzeczna z prawem międzynarodowym i powinna zostać uchylona. Ostrzegł ponadto, że szeroko sformułowane przepisy hongkońskiej ustawy bezpieczeństwa otwierają drogę do naruszania praw, które to terytorium jest zobowiązane chronić.

Unia Europejska dołączyła do krytyków: rzecznik unijny oznajmił, że blok "ubolewa" nad tym rozstrzygnięciem i zażądał "natychmiastowego i bezwarunkowego" zwolnienia Lai. Bruksela przedstawiła tę sprawę jako dowód szerszego niszczenia przestrzeni obywatelskiej i wolności mediów w Specjalnym Regionie Administracyjnym.

Kim jest Jimmy Lai?

Lai nie jest żadnym marginalnym aktywistą. Zbudował jedno z najbardziej wpływowych imperiów medialnych w Hongkongu i stał się jednym z nielicznych magnatów, którzy odważyli się otwarcie przeciwstawić Pekinowi.

  • Założyciel Apple Daily — niegdyś najlepiej sprzedającej się prodemokratycznej gazety w Hongkongu
  • Miliarder, który dorobił się sam, przybywając z Chin kontynentalnych jako dziecko i uchodźca
  • Wieloletni obrońca praw obywatelskich, silnie związany z hongkońskim ruchem protestacyjnym
  • Naturalizowany obywatel brytyjski z silnymi więzami z Wielką Brytanią

Apple Daily, znane z ostrego stylu tabloidowego i bezlitosnej krytyki Komunistycznej Partii Chin, zostało zmuszone do zamknięcia w 2021 roku — po tym jak policja przeszukała redakcję, zamroziła aktywa i aresztowała kierownictwo na podstawie tej samej ustawy bezpieczeństwa, która teraz posłużyła do skazania Lai.

Zarzuty i zasięg sprawy

Lai został uznany za winnego trzech przestępstw: jednego zarzutu spisku w celu publikowania "wywrotowych" treści oraz dwóch zarzutów spisku i zmowy z siłami zagranicznymi. Zarzuty dotyczące zmowy opierają się na ustawie o bezpieczeństwie narodowym narzuconej przez Pekin, która weszła w życie w połowie 2020 roku.

Hongkońska ustawa o bezpieczeństwie narodowym kryminalizuje "secesję", "wywrotową działalność", "terroryzm" i "zmowę z siłami zagranicznymi", przewidując kary sięgające dożywocia. Odsetek skazań w oparciu o tę ustawę zbliża się do 100 procent.

Władze utrzymywały, że działalność medialna Lai i jego zabiegi na arenie międzynarodowej przyczyniły się do podsycania niepokojów społecznych oraz zachęcały do nakładania sankcji zewnętrznych na Chiny i Hongkong. Organizacje praw człowieka ripostują, że został ukarany za dziennikarstwo i pokojową ekspresję polityczną — działania, które zgodnie z normami międzynarodowymi powinny być chronione.

Kara 20 lat pozbawienia wolności jest jak dotąd najsurowszym wyrokiem wydanym w hongkońskim procesie o bezpieczeństwo narodowe. Pojawiają się już porównania ze śp. laureatem Pokojowej Nagrody Nobla Liu Xiaobo, który spędził 11 lat w więzieniu na Chinach kontynentalnych i zmarł w areszcie pod nadzorem w 2017 roku.

Jak ustawa o bezpieczeństwie narodowym zmieniła Hongkong

Ustawa została przyspieszona przez Pekin po miesiącach masowych protestów w 2019 roku, które wyprowadziły na ulice miliony ludzi. Lai i Apple Daily należeli do najbardziej widocznych zwolenników tych manifestacji.

Pekin i rząd Hongkongu twierdzą, że ustawa przyniosła stabilność i porządek. Organizacje praw człowieka utrzymują natomiast, że rozbiła polityczną opozycję, zastraszała media i przekształciła niegdyś tętniące życiem publiczne oblicze miasta.

Przed 2020 rokiem Po wprowadzeniu ustawy bezpieczeństwa
Aktywne partie opozycyjne w lokalnym parlamencie Większość działaczy opozycji jest więziona, zdyskwalifikowana lub na emigracji
Hałaśliwa i konkurencyjna prasa Zamknięcie znaczących mediów i narastająca autocenzura
Regularne masowe protesty Zgromadzenia publiczne są silnie ograniczone, a organizatorzy ścigani sądownie

Dla wielu obserwatorów ta transformacja na nowo otwiera debatę o obietnicach autonomii i praw związanych z modelem "jeden kraj, dwa systemy" oraz o politycznym ciężarze zobowiązań międzynarodowych podjętych przy przekazaniu suwerenności w 1997 roku.

Sprawa ma też konsekwencje gospodarcze: międzynarodowe firmy i inwestorzy oceniają przewidywalność regulacyjną i niezależność sądownictwa, decydując o utrzymaniu działalności w tym mieście. Wymiar sprawiedliwości postrzegany jako upolityczniony może wpływać na wszystko — od decyzji o lokalizacji regionalnych siedzib po strategie zarządzania ryzykiem.

Strach rodziny i presja polityczna

Syn Lai, Sebastien, przyznał, że wyrok — choć spodziewany — i tak uderzył w niego mocniej niż się spodziewał. Wyraził pewną ulgę, że długa sądowa Golgota dobiegła wreszcie końca, lecz bez ogródek opisał obawy swojego ojca.

Według niego Lai boi się, że nigdy więcej nie zobaczy rodziny i że umrze samotnie w więzieniu. Starszy Lai zawsze rozumiał ryzyko swojego aktywizmu — powiedział syn — lecz to nie sprawia, że łatwiej jest znosić perspektywę spędzenia ostatnich lat za kratami.

Sebastien deklaruje, że nadal ufa naciskom brytyjskiego rządu, ale przyznał, że czuje dyskomfort w związku ze stanem relacji brytyjsko-chińskich. Wskazał na nową umowę o ruchu bezwizowym ogłoszoną po niedawnej wizycie premiera Keira Starmera w Pekinie jako na posunięcie "nieadekwatne" w sytuacji, gdy jego ojciec pozostaje za kratami.

Londyn i Pekin na kursie kolizyjnym

Rząd brytyjski stara się utrzymać trudną równowagę: kwestionować Chiny w kwestiach praw człowieka, nie rezygnując jednocześnie z relacji ekonomicznych i dyplomatycznych. Starmer twierdzi, że poruszył sprawę Lai bezpośrednio z prezydentem Xi Jinpingiem podczas wizyty w Pekinie w styczniu, choć nie ujawniono żadnych konkretnych postępów.

Rząd Wielkiej Brytanii uważa akt oskarżenia za "politycznie motywowany" i twierdzi, że ustawa o bezpieczeństwie została "narzucona, by uciszyć krytyków Chin", lecz nadal utrzymuje relacje z Pekinem w sprawach handlowych i globalnych.

Rzecznik premiera potwierdził, że Wielka Brytania będzie wywierać presję w tej sprawie "na najwyższym szczeblu" i potępił werdykt. Krytycy w Londynie pytają jednak, jakie realne wpływy Wielka Brytania może mieć, jeśli ciche zabiegi dyplomatyczne nie przynoszą żadnych rezultatów.

Dla Sebastiena Lai stawką jest coś więcej niż los ojca. Kwestionuje on wartość relacji z Pekinem, jeśli Wielka Brytania nie jest w stanie wywalczyć uwolnienia własnego obywatela — osoby powszechnie uznawanej za więźnia politycznego.

Wolność prasy pod presją

Organizacje broniące wolności prasy twierdzą, że uwięzienie Lai wysyła zastraszający sygnał do dziennikarzy w całym regionie. Reporterzy bez Granic nazwali ten dzień "czarnym dniem" i opisali Lai jako symbol niszczenia niezależnej prasy w Hongkongu.

Jonathan Price, King's Counsel i członek międzynarodowego zespołu prawnego Lai, określił wyrok mianem "monumentalnej niesprawiedliwości" i przekonywał, że Lai jest dziś najbardziej prominentnym więźniem politycznym na świecie. Dla wielu aktywistów ta sprawa sugeruje, że publiczna rozpoznawalność ani obce obywatelstwo nie oferują realnej ochrony, gdy stawiane są zarzuty dotyczące bezpieczeństwa narodowego.

Pekin i Hongkong bronią wydanego wyroku

Urzędnicy w Pekinie i Hongkongu upierają się, że postępowanie miało czysto prawny charakter. Oskarżają zachodnie rządy o podwójne standardy i ingerowanie w wewnętrzne sprawy Chin.

Szef hongkońskiego rządu John Lee oświadczył, że Lai dopuścił się "odrażających" przestępstw i stwierdził, że wyrok dowodzi, iż rządy prawa w mieście pozostają nienaruszone. Chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nazwało Lai mentorem zamieszek z lat 2019–2020 i utrzymywało, że sprawa była "zgodna z prawem i bez zarzutu".

Te radykalnie rozbieżne interpretacje podsycają trwający konflikt między Pekinem a zachodnimi stolicami w kwestii autonomii Hongkongu, jego systemu sądowniczego i wolności, które jeszcze przetrwały.

Co "bezpieczeństwo narodowe" oznacza w praktyce

Dla czytelników spoza Azji wyrażenie "ustawa o bezpieczeństwie narodowym" może brzmieć abstrakcyjnie. W Hongkongu skutki są jak najbardziej namacalne: dochodziło do aresztowań za hasła, posty w mediach społecznościowych i pokojowe kampanie prowadzone za granicą.

Trzy cechy ustawy wyróżniają się szczególnie:

  • Bardzo szerokie definicje: pojęcia takie jak "wywrotowa działalność" i "zmowa z siłami zagranicznymi" są interpretowane szeroko, obejmując mowę polityczną.
  • Surowe kary: wyroki sięgają dożywocia, co tworzy silny efekt odstraszający.
  • Niemal całkowity brak uniewinień: sprawy są przydzielane specjalnie wyznaczonym sędziom, a liczba uniewinień do tej pory jest bliska zeru.

Dla aktywistów, dziennikarzy i naukowców taka kombinacja zmienia codzienne decyzje. Wywiad dla zagranicznego medium, spotkanie z dyplomatą czy komentarz na temat sankcji mogą być odtąd postrzegane jako ryzykowne, gdy prokuratura dysponuje tak szerokim zakresem swobody.

Co sprawa Lai mówi pozostałym mieszkańcom Hongkongu

Los Lai ma znaczenie daleko wykraczające poza jedną celę więzienną. Mieszkańcy Hongkongu, którzy wyemigrowali — szczególnie do Wielkiej Brytanii w ramach specjalnych programów wizowych — zastanawiają się teraz, czy publiczna krytyka Pekinu może narazić na niebezpieczeństwo ich bliskich pozostałych w mieście, albo czy sami narażają się na ryzyko, podróżując przez terytoria pod kontrolą chińską.

Analitycy prawni wskazują na możliwy efekt "długiego cienia": hongkońska ustawa o bezpieczeństwie rości sobie zasięg eksterytorialny, co oznacza, że czyny popełnione za granicą mogłyby teoretycznie stanowić podstawę oskarżenia, gdyby ktoś wrócił do Hongkongu lub przez niego przejeżdżał.

W praktyce może to wpływać na wszystko — od konferencji naukowych po kampanie w mediach społecznościowych. Organizacje wspierające demokrację w Hongkongu działające za granicą już dostosowują swoje taktyki, starając się balansować między widocznością a bezpieczeństwem osób utrzymujących powiązania z tym miastem.

Dla demokracji utrzymujących stosunki z Chinami długi wyrok dla Lai staje się sprawą-testem. Misje handlowe, umowy inwestycyjne czy negocjacje klimatyczne będą teraz współistniały z nieustającymi apelami o uwolnienie brytyjskiego obywatela, którego uwięzienie stało się symbolem gwałtownego kurczenia się wolności na tym terytorium.

Przewijanie do góry